Stan Lee – umarł król, niech żyje król

5bebde843da81-bqhq63ugm3u-png__700

Wieści o śmierci Stana Lee to najsmutniejsza wiadomość, z jaką musieli pogodzić się fani komiksów na całym świecie. Ten pogodny jegomość z ogromną wyobraźnią do samego końca lubił wdawać się w interakcję ze swoimi fanami, pojawiać się gościnnie w filmach oraz żyć w cudownym świecie swojej nieograniczonej fantazji. Przybyły do Nowego Jorku jako syn żydowskich imigrantów z Włoch, Stan Lee karierę zaczynał jako chłopiec od kawy w lokalnej redakcji. Te wczesne lata stały się później inspiracją dla postaci Petera Parkera – pierwszego Spider-Mana, który, pomimo licznych alternatywnych wersji tej postaci, na zawsze kojarzony będzie właśnie z tą postacią.

Bohater z Nowego Jorku

Nie bez powodu Stan Lee zawsze uważał Spider-Mana za swojego najlepszego bohatera. Rzadko kiedy zauważyć możemy taką więź emocjonalną między artystą a jego postacią. Parker nie był dla Stana Lee jedynie kurą znoszącą złote jajka, dzięki popularności której można było sprzedać więcej komiksów. Na swój sposób, Lee widział w nim prawdziwą osobę. W swoich gościnnych występach, bardzo często pełnił on rolę zbliżoną do nowego wujka Bena, doradzającego Peterowi w chwilach (bądź co bądź, licznych) kompletnej depresji.

stan-lee-tribute-fan-arts

Dewizą Marvela, przynajmniej lata temu, było jedno – bohater, nie ważne, jak super, powinien być człowiekiem. Musi mieć on życie prywatne, ludzkie problemy. W przerwie między powstrzymywaniem złoczyńców, powinien głowić się, jak tu wypełnić PIT na czas. Stan Lee chciał bohaterów, z którymi czytelnik będzie mógł się utożsamiać. Superman i inni bohaterowie DC byli wówczas niezwykle odrealnionymi elementami fantazji, którą Stan Lee uznawał za zwyczajnie śmieszną. Mało komu bowiem chciałoby się śledzić poczynania nieskazitelnego herosa, którego nie poznamy od tej ludzkiej strony.

Czasy się jednak zmieniają i pałeczkę w Marvelu przejęło nowe kierownictwo, zaś Stan Lee mógł się pod koniec jedynie przyglądać, jak jego bohaterowie są zmieniani, naginani do wymogów feministek i środowisk LGBT. Przykre to, lecz nie zmienia to faktu, że bohaterowie stworzeni przez tego człowieka, o ironio, uczynili bohatera z niego samego, w oczach kolejnych pokoleń młodych i starszych, którzy w bohaterach Marvela niejednokrotnie znajdowali pociechę.